sobota, 25 lutego 2012

urodziny



Świętuję sobie :)

czwartek, 23 lutego 2012

koralowy magazynek

Przyjechała do mnie wczoraj przesyłka z koralikami i różnej maści świecidełkami do robienia biżuterii. Kolejna. Tym samym zaspokoiłam swoją próżność i teraz mogę wreszcie powiedzieć, że już mam z czego wybierać :)
Jak znam życie, przy kolejnej wizycie na stronie dostawcy koralików znowu bez opamiętania nawrzucam do koszyka i nabędę kolejną porcję i wtedy już nie będę miała w czym i gdzie tego trzymać... Chyba całe szczęście, że nie śpię na pieniądzach :D
Ubolewam tylko nad jednym - tyle mam pomysłów... a ciągle czasu mi brak :|
Może jakoś się zorganizuję w końcu. Póki co, prezentuję swój skromny magazyn :)


czwartek, 16 lutego 2012

na prośbę Ju

Ju! Pomyślałam, że zdjęcie poglądowe Ci się przyda :)
Tak się prezentuje naszyjnik na żywym organiźmie:


Całkiem długi, prawda? :)

środa, 15 lutego 2012

przyszła!

Przyszła moja walentynkowa bransoletka!
Wraz z naszyjnikiem czekały na mnie wczoraj po południu w paczkomacie. Odebrałam, przywiozłam do domu i (nie)cierpliwie czekałam, aż Młodzież pójdzie spać, żebym mogła pocelebrować ten moment w spokoju :)
Kiedy Młodzież zasnęła, otworzyłam kopertę.
Moim oczom ukazały się 2 woreczki z organzy, kryjące moje zamówione skarby :)


Naszyjnik - całkiem spoko. Dużo wszystkiego :) Ale wygląda dość ciekawie.



Bransoletka - piękna! Co prawda byłam przekonana, że to będzie czerwony sznureczek, a on okazał się być czerwonym rzemykiem. Ale to nawet lepiej :) Ładnie wykonana, lekka, bardzo mi się podoba.




Dostałam też 2 karty z 30% zniżkami na kolekcję EGO i I LOVE.
Myślę, że skorzystam :)


Przyszła prawdziwa zima! Taka śnieżna i puchowa!
I choć nie wiem, jak jutro wyjadę z lasu, bo istnieje prawdopodobieństwo, że zasypie nas na amen, to jednak szczerze przyznaję, że tęskniłam za tym białym krajobrazem!
A Młodzież jak się cieszyła!


Przywódca Stada!


niedziela, 12 lutego 2012

by dziubeka

Z okazji nadchodzących walentynek sprawiłam sobie dzisiaj małe zakupy online w by dziubeka
Tak w ramach miłości do siebie samej :)
Bransoletka z serduszkiem była w planach, a naszyjnik wynalazłam w końcówkach kolekcji i skusiła mnie cena (20pln). Czekam teraz niecierpliwie na sms z paczkomatów :) Bo muszę przyznać, że bardzo mi się podoba ta opcja wysyłki i chętnie z niej korzystam, coraz częściej.


źródło: bydziubeka.pl

źródło: bydziubeka.pl


czwartek, 9 lutego 2012

il caminetto

Dzisiaj międzynarodowy dzień pizzy! Nie ma chyba lepszej okazji, żeby opowiedzieć Wam o najlepszej pizzerii, jaką znam :)

Pizzeria zwie się il caminetto (podoba mi się pełna nazwa: Trattoria Il Caminetto) i niestety, mieści się w Warszawie, na Saskiej Kępie. Niestety, choć dla mojego budżetu na szczęście, bo zbankrutowałabym na stołowanie się tam, a tak to dojazd mi się nie opłaca :)
Restauracja, choć położona w marnym otoczeniu (ciężka do namierzenia, na piętrze nad jakimś sklepem, w parkingowo betonowym, dość smutnym klimacie) urządzona jest bardzo ciepło, w stylu włoskich trattorii. W moim odbiorze jest niezwykle rodzinna, przytulna, a zarazem wykwintna i elegancka. Na stołach pełny rynsztunek, jak do obiadu z 4 dań z podwieczorkiem i degustacją win. Dopiero po złożeniu zamówienia kelner pozostawia niezbędną do wybranego menu zastawę. W przejściowej części sali chłodnia z dobrodziejstwami morza śródziemnego, stół ze swojskimi, ichniejszymi mięsami i specjałami... sielanka!
W il caminetto pizza jest inna niż wszędzie. Ciasto przypomina macę - nie jest bułkowatym tworem ciastowym, tylko wybornym, kruchym plackiem. Za pierwszym razem wydawało mi się, że się w związku z tym zupełnie nie najem. Jakże się myliłam!
Rodzaje pizzy także nie są typowe. Zestawienia dodatków chwilami zadziwiają, a przy okazji wymagają od klienta znajomości czegoś więcej, niż sos pomidorowy, ser , szynka i oliwki. Każdy jednak znajdzie coś dla siebie. Ja na przykład nie zawsze mam dzień na odkrywanie nowych smaków, należę do ludzi, którzy cenią sobie to, co znają, a wszelkie nowości wprowadzają powolutku :) Moim hitem absolutnym jest w il caminetto pizza ze szpinakiem i jajkiem. Palce lizać!
Do pizzy podawane są nie sosy, a smakowe oliwy (w tym czosnkowa, jak z mojego poprzedniego wpisu). Polanie nimi pizzy rewelacyjnie wzbogaca smak, wyciąga pełen aromat z dania.
Jeśli ktoś nie ma ochoty na pizzę, można skusić się na makarony we włoskim stylu. Nie żadne kupione w sklepie piętro niżej, tylko własnoręcznie wyrabiane na miejscu, według tajemnej włoskiej receptury. Miałam przyjemność spróbowania i nie żałuję - makaron wyborny!
Na koniec uczty dostajemy od restauracji digestif - rodzaj likieru na bazie cytryny. Znakomity w smaku, ponoć wspomagający trawienie.
Mnie zawsze przyjemnie zaszumi w głowie na chwilę :)
Ceny nie są promocyjne. Uczta dla podniebienia niekoniecznie jest ucztą dla portfela, choć w sumie nie jest też jakoś specjalnie drogo.
Jednak moim zdaniem warto! Bo płacę nie tylko za to, co jem... płacę za to, czego doświadczam w tej restauracji. A są to same przyjemne wspomnienia.
Zawsze, kiedy się tam wybieram, obiecuję sobie, że porobię jakieś zdjęcia. I zawsze daję się porwać atmosferze... a aparat leży w torbie...
Zatem zdjęcie poglądowe. A więcej na stronie  ->  il caminetto



źródło: google maps - zdjęcie dostarczone przez właściciela

poniedziałek, 6 lutego 2012

zrywy przedwiosenne

Ikea zaliczona! I to już następnego dnia po dokonaniu wpisu :)
Nie udało mi się pochłonąć wszystkiego, co zaplanowałam - zjadłam tylko połowę ziemniaków z klopsowego dania, nie ruszyłam frytek od camemberta, no i mogłam zapomnieć o hot-dogach, albowiem nie ruszyłabym się z miejsca :)
Przy okazji zrobiłam małe zakupy w sklepie. Kupiłam sosnowe ramki na zdjęcia, wycieraczki przed drzwi, wałki do czyszczenia ubrań, wieszaki na ubrania (wieczny deficyt) i pojemnik na torby foliowe. 
Aaa, no i oczywiście w sklepiku spożywczym żurawinę, mrożone klopsiki i sosy w torebkach :)
Małe rzeczy, a jaka radość!

Wczoraj dopadły mnie tytułowe "zrywy przedwiosenne". Co roku tak mam, że na trochę przed wiosną, zbiera się we mnie silna potrzeba zrobienia porządków gruntownych w domu. Żeby wiosnę przywitać z lekkim sercem. Dodam, że absolutnie ZAWSZE zryw taki rozpoczyna się w niedzielę :))) A polega on na tym, że wywalam wszystko ze wszystkich zakamarków domu, po czym zakasam rękawy i rozpoczynam sortowanie, układanie i czyszczenie. Trwa to dość długo, dlatego zabieram się za to jeszcze w pełni zimy... żeby zdążyć :))) Dom w tym czasie wygląda, jak po wojnie. Ale rodzina zdążyła się już przez te wszystkie lata przyzwyczaić. Nic nie mówią, grzecznie czekają :) Zresztą efekt końcowy bywa naprawdę imponujący - nie, żebym się chwaliła :)

Wrzucam ostatnie zakupy.
Zachęcona jednym z ostatnich wpisów eM. postanowiłam również wypróbować bloker Ziaji. Zwłaszcza, że cena zachęcająca - ok. 6zł.


Skończyły mi się wszystkie kremy do rąk. A moje dłonie wyglądają, jakby miały z 50 lat i są tak przesuszone, że aż nieprzyjemnie trzeszczą :( 
Szukam rozwiązania idealnego, a póki co, zdaję się na Ziaję :) Cena - jakieś 3.50zł.


Na koniec kolejny błyszczyk do kolekcji. Przeceniony z 16zł na 4zł, no to grzech nie kupić :)))



No! To pędzę do swoich porządków :)



środa, 1 lutego 2012

do ikei na głodnego

Miał być post o kosmetykach i zakupach...
Ale natknęłam się przypadkiem na ofertę IKEI i od razu mi przeszła wena zakupowa i kosmetyczna, poczułam za to nieposkromiony wilczy głód...


źródło: www.ikea.pl



źródło: www.ikea.pl

Do IKEI wybieram się już od dłuższego czasu, ale ciągle nie mogę uskutecznić tej wyprawy. Raz, że mam do niej trochę kilometrów i to drogami dość mocno obleganymi, a dwa, że mieści się ona w Porcie Łódź, którego mój TŻ nienawidzi z całego serca - jak zresztą każdego molocha, którego nie jest w stanie objąć wzrokiem :)
Pilnej potrzeby zakupów nie mam - ot, babska próżność tylko domaga się nabycia jakichś świeczek i paru pierdół :)
Widok tych dań, do tego w bardzo interesujących cenach, spowodował w mojej głowie lawinę myśli. No bo muszę tak zaplanować wyprawę, żeby zaliczyć oba dania, a jeszcze znaleźć miejsce na choć 2 słynne hot-dogi :) Zapowiada się więc dłuższa wizytacja w Porcie... i wyjazd z domu "na głodnego", żeby to wszystko pomieścić :)

I weź tu, człowieku, próbuj zrzucać zbędne kilogramy... No przecież nie da rady!