piątek, 28 września 2012

a jutro....

"A jutro... znów idziemy na całość
Za to wszystko, co się dawno nie udało... "


;))))

Najbliższy weekend spędzimy zapewne w okolicach pięknego Ojcowa! :)

żródło: ojcow.info

poniedziałek, 24 września 2012

czytanioholizm?

Muszę przyznać, że całe wieki nie czytałam książek... Wstyd!
Ja, która kiedyś, we wczesnym nastolactwie chłonęłam książki z prędkością światła... ja, która nie wyobrażałam sobie dnia bez książki... ja, która zepsułam sobie wzrok, czytając po nocach z latarką, żeby dobrnąć do końca książki, albo chociaż końca rozdziału...
Ta sama ja, od lat nie byłam w stanie przeczytać w całości żadnej książki. Udało mi się w ciąży przeczytać ze dwie... może trzy...
Jakiś ponad miesiąc temu zastękniłam. Na poważnie!
Pomyślałam sobie, że wymówki wymówkami, choć faktycznie niejednokrotnie nie było z tym dyskusji. Ale żyłam w poczuciu, że jednak zdradzam czytanie książek, do których pałałam taką namiętnością, z internetem, z facebookiem, z innymi różnymi zajęciami, które zabierają mój cenny czas, a bez których naprawdę można żyć!
Postanowiłam to zmienić, jakiś miesiąc temu właśnie.
Kupiłam czytnik e-booków i nastąpił przełom! Bo wreszcie mogę czytać nawet nocą, nie zapalając światła, które może zbudzić domowników, albo im przeszkadzać.
Od tego czasu czytam zawzięcie! Zresztą nie tylko e-booki. Bo w ciągu ostatniego miesiąca moja półka na regale z książkami w wersji ortodoksyjnej, wzbogaciła się o kolejne przynajmniej 8 pozycji (uwielbiam książkowe wyprzedaże!).
Wróciłam do pochłaniania książek i cholernie mi z tym dobrze!
Sama sobie się dziwię, że jednak mogę żyć bez facebooka, internetu, blogów i forów... Zamiast tego rozwalam się wygodnie na kanapie, z kubkiem pysznej herbaty, tudzież z innym napojem ;)
I otwieram knigę... i zapominam o świecie...

Dzisiaj, podczas zakupów meblowych w pobliskim M1, wstąpiłam do Media Markt, gdzie trwa książkowa wyprzedaż. Mocno już przerzedzona, ale znowu nabyłam dwie książki. Jako, że przed chwilą skończyłam czytać ostatnią swoją książkę, przymierzam się właśnie do którejś z powyższych. Daję sobie jeszcze chwilkę na poprzeżywanie ostatniej ;) A jutro zdecyduję :)

Bajdełej, wybieram się po okulary w tym tygodniu. Lata już nie te :D to i wzrok szwankuje... A niestety ostatnie okulary, sprzed 4 lat, okazują się mieć niewłaściwą moc już... 
Eeech, starość... :D



niedziela, 16 września 2012

włosomaniacki żal

Kiedy moje włosy urosły do takiej długości, jakiej w całym swoim życiu nie pamiętam, postanowiłam zacząć o nie dbać. Pieszczotliwie wręcz. Dotąd stosowałam tylko odżywkę CZASEM, byle jaki szampon, prostowałam suszyłam na gorąco, modelowałam, rozjaśniałam, farbowałam co chwilę na inny kolor... robiłam wszystkie możliwe zakazane rzeczy! Gdy pojawiał się dramat, waliłam na łeb jakąś ekstra drogą maskę, albo robiłam "rytuał" na włosy w jakimś salonie fryzjerskim. Pomagało!
Miałam włosy mocne, naprawdę ładne, błyszczące, bezproblemowe.
Potem postanowiłam je zacząć rozpieszczać...
Olejowania, sraty taty, picie drożdży (a fuj!), suplementy... nie suszyłam, wyrzuciłam prostownicę... wcierki, ampułki, pierdoły....
Nie przedobrzałam, stosowałam umiar. Nie wszystko na raz. Tylko bardziej dbałam...
I co?
I zaczęły wypadać garściami, zmatowiały, zrobiły się strąki, straciły swoją "jędrność"... Zrobiła się jakaś kompletna masakra. A ja, coraz bardziej załamana, próbowałam coraz to nowych sposobów...
Wszystko na nic! Jedynie wcierki przyspieszyły porost i to widocznie! Reszta? NIC. Wielkie NIC.
Po 9 miesiącach takich zmagań, postanowiłam je ściąć, żeby odżyły... I gówno! Nie odżyły nic a nic, a ja mam 20cm mniej włosów :/
Wczoraj się wściekłam, umyłam, nałożyłam pierwszą z brzegu odżywkę. Potem wytarłam energicznie w ręcznik, wysuszyłam gorącą suszarką...
I co?
I mam pięknie ułożone włosy, błyszczące jak nigdy! Miękkie, miłe i pachnące!

I bądź tu, człowieku, mądry....
Może moje włosy lubią, jak się nad nimi znęcam? Może wtedy dopiero czują, że żyją? :D



niedziela, 2 września 2012

mozarella inaczej

Pomysł sałatowy podsunęła mi koleżanka (dzięki Maggie).
A że znudziła mi się mozarella z pomidorami, postanowiłam poeksperymentować i do pokrojonej, skropionej oliwą z oliwek mozarelli, dodałam wymieszaną sałatę karbowaną z moją ulubioną rukolą, posypane odrobiną startego sera i uprażonym słonecznikiem. Ja tylko odrobinę posoliłam, ale można w sumie skropić odrobiną soku z cytryny, albo octu winnego, można doprawić wedle uznania.

Eksperyment uważam za całkiem udany. Mozarella z żółtym serem wcale się nie pogryzły :) A sałata z prażonym słonecznikiem smakuje wybornie!
Muszę jeszcze spróbować dorzucić prażony sezam i migdały :)))

Polecam!